Iteracja do rozwoju
Myśl przewodnia
Chodzi mi o to, że iteracja i planowanie to dwa różne podejścia do rozwoju. Planowanie może pomóc stworzyć zarys tego, co chcemy osiągnąć, ale jest to mocno ograniczone, ponieważ nie możemy przewidzieć wszystkich zmiennych i wyzwań, które napotkamy na swojej drodze.
Moim zdaniem rozwój/cel warto traktować jako serię małych iteracji, które pozwalają nam uczyć się na bieżąco i dostosowywać nasze działania do aktualnej sytuacji.
Podejście iteracyjne
Podejście iteracyjne polega na stawianiu ciągłych małych kroków do przodu, zamiast próbować robić wszystko naraz.
Nazywam to podejściem „bruteforce”. Zamiast myśleć zbyt dużo, po prostu zaczynamy działać i uczymy się na bieżąco, dopiero wtedy dobrze jest przeanalizować, co się dzieje i dostosować nasze działania.
Efektem podejścia iteracyjnego jest to, że usuwa ono blokery myślowe. Mam na myśli sytuację, gdzie podczas planowania tworzymy scenariusze, które mogą się nie sprawdzić, co prowadzi do paraliżu decyzyjnego.
Poniekąd podchodzi to pod podejście pragmatyczne, które polega na robieniu tego, co działa, zamiast trzymać się sztywno planu, który może być nieaktualny lub nieodpowiedni w danym momencie.
Podejście holistyczne
Holistyczne podejście opiera się na rozwoju jako całości, nie tylko na osiąganiu konkretnych celów. Chodzi o to, że rozwój to proces, który obejmuje wiele aspektów naszego życia, takich jak zdrowie, relacje, kariera i samorozwój.
Zauważyłem, że przykładowo gdy celem jest osiągnięcie lepszej komunikacji w zespole, to po osiągnięciu tego celu działa on też na innych płaszczyznach, takich jak życie osobiste, relacje z innymi ludźmi, a nawet zdrowie psychiczne.
Myślenie o rzeczach, które są poza kontrolą
Ludzie bardzo często myślą o rzeczach, które są poza ich kontrolą, co prowadzi do frustracji i poczucia bezsilności.
Ja sam do niedawna tak robiłem.
Na przykład, gdy wyszła nowa wersja Reacta, zacząłem się zastanawiać, czy powinienem się uczyć tej nowej wersji, czy nie. To było dla mnie frustrujące, ponieważ nie miałem kontroli nad tym, kiedy ta nowa wersja będzie powszechnie używana i jakie będą jej zalety.
Dlatego stosuję zasadę „adapt or die”. Zamiast martwić się o rzeczy, które są poza moją kontrolą, skupiam się na tym, co mogę zrobić, aby się dostosować i rozwijać w tej nowej rzeczywistości. No bo w końcu, jeśli nie dostosuję się, to po prostu zostanę w tyle i stracę szansę na rozwój. Po co mam myśleć o tym, co by było gdyby, skoro i tak nie mam na to wpływu?
Zasada adaptacji szczególnie dobrze sprawdza się w kontekście rozwoju zawodowego, gdzie technologia i trendy zmieniają się bardzo szybko. Zamiast martwić się o to, co będzie za kilka lat, lepiej skupić się na tym, co mogę zrobić teraz, aby być gotowym na przyszłość. Nauka nowego frameworka, to nie miesiące, a tygodnie, a nawet dni.
Skutkiem tego podejścia jest ta strona bloga. Zamiast martwić się o to, czy ludzie będą czytać moje posty, czy nie, po prostu zacząłem pisać i publikować. Swoje stare i słabe jakościowo posty usuwam, a nowe edytuję, ale nie przejmuję się tym, co ludzie pomyślą. Mało interesuje mnie to, czy ktoś będzie krytykował czy lubił moje posty, bo to ma stosunkowo niską wartość w porównaniu do tego, co mogę osiągnąć, jeśli po prostu zacznę działać i iterować na bieżąco.
Podsumowanie
Podsumowując, życie to nie jest jedna wersja, którą możemy zaplanować i trzymać się jej. To jest ciągła iteracja, która pozwala nam uczyć się na bieżąco i dostosowywać nasze działania do aktualnej sytuacji.
Gdzie nie popatrzysz np. youtuberzy, to oni wszyscy zmieniają zdanie, bo po prostu uczą się na bieżąco i dostosowują swoje działania do tego, co się dzieje. Dlatego warto podejść do rozwoju z otwartym umysłem i być gotowym na zmiany, zamiast trzymać się sztywno planu, który może być nieaktualny lub nieodpowiedni w danym momencie.